Sprawozdanie z miesięcznicy z 16 maja 2025

Nasza miesięcznica w maju ma zawsze szczególny charakter. Jest to bowiem rocznica przejścia Sługi Bożego ks. Jana Marszałka do Domu Ojca. Tym razem przeżywamy ją już po raz trzydziesty szósty. Związana jest ona zawsze ze świętem św. Andrzeja Boboli, męczennika za sprawę jedności chrześcijan, Patrona Polski i gorliwego misjonarza na wschodnich terenach Rzeczypospolitej oraz czciciela Matki Najświętszej. Zapatrzony w Chrystusa dokonał wielkich dzieł w swojej posłudze apostolskiej. Oddał swoje życie okrutnie zamordowany, a ks. Jan oddał swoje życie po trudnych cierpieniach. Połączył ich dzień przejścia z tego świata i gorliwość o sprawy Boże przez całe życie. To dlatego prosimy św. Andrzeja gorąco o pomoc w pracach procesu beatyfikacyjnego. Mamy u nas w kościele jego skromny obraz, zdjęcie - pewnie z czasów kanonizacji w roku 1938.

Modlitwie naszej przewodniczył tym razem ks. Jacek Furtak i w homilii przybliżył nam właśnie postać św. Andrzeja Boboli, szukając powiązań z gorliwością apostolską naszego ks. Jana. Ponadto przy ołtarzu był także ks. Stanisław Wójcik, ks. Stanisław Cader, ks. Jacek Wróbel, ks. Tadeusz Cader CSMA, nasz proboszcz ks. Józef Zajda i wikariusz ks. Jan Gałysa, ks. Krzysztof Dudek SCJ – promotor sprawiedliwości w procesie beatyfikacyjnym oraz postulator ks. Stanisław Mieszczak SCJ. Był z nami także ks. Jarosław Fijołek, który był kiedyś diakonem w naszej parafii, a obecnie jest proboszczem w Pietrzykowicach i dziekanem.

Dzięki inicjatywie i ofiarności ks. Stanisława Wójcika i ks. Jacka Furtaka otrzymujemy w naszej parafii piękny obraz Sługi Bożego ks. Jana Marszałka. Wniósł go na początku Mszy Świętej autor, malarz, pan Wacław Sobieraj. Na tym etapie nie jest to jeszcze obraz do kultu, więc go nie błogosławimy. Pomoże nam jednak w przybliżaniu postaci naszego ks. Jana. Więcej na temat obrazu i autora umieścimy w następnym numerze naszego pisemka parafialnego.

W dniu 22 maja ks. Stanisław Wójcik i ks. Jacek Furtak będą obchodzić rocznicę swoich święceń kapłańskich dlatego polecajmy ich Dobremu Pasterzowi za wstawiennictwem Sługi Bożego. Ofiarując ten obraz z okazji swojej rocznicy święceń chcieli wyrazić swoją wdzięczność Bogu i także ks. Janowi za dar jaki otrzymali.

Trzeba nam także wspomnieć inny jubileusz, tym razem 50 rocznicy święceń kapłańskich naszego rodaka ks. Antoniego Kani, ks. Józefa Niedźwiedzkiego poprzedniego proboszcza oraz ks. Jana Kieresa, kiedyś wikariusza w naszej parafii. Zostali oni wyświęceni na kapłanów 18 maja w Roku Świętym 1975. Niech za wstawiennictwem ks. Jana Marszałka otrzymują wiele łask do dalszej posługi duszpasterskiej.

Końcem kwietnia w Żywcu zakończyła się wystawa pana profesora Klisia, na której, pośród dzieł pana profesora, prezentowana była nasza zasłona wielkopostna w jego interpretacji. Przypomnę, że właśnie ta zasłona zainspirowała go jako młodego twórcę do zrobienia w naszym kościele zasłony z wieńców na dzień nawiedzenia Matki Bożej Częstochowskiej w 1968 roku. Starsi pewnie pamiętają piękno kościoła wystrojonego na ten dzień i cudowny zapach wieńców, który wypełniał kościół przez kilka dni. A pan profesor do dzisiaj podziwia odwagę ks. Marszałka, który potrafił zaufać młodemu artyście w realizacji tak poważnego dzieła.

Dziękuję za wszelką pomoc w realizacji procesu beatyfikacyjnego. Dziękuję za Wasze modlitwy, za Wasze ofiary i zaangażowanie w tę sprawę. Dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się złożyć zeznania, bo z tych nawet drobnych wspomnień tworzy się obraz wspaniałego kapłana, wiernego Chrystusowi do końca.

Odkrywajmy coraz bardziej cuda Bożej łaski związane z życiem i dzisiaj ze wstawiennictwem naszego ks. Jana.

 

 

ks. Stanisław Mieszczak SCJ
postulator

 

 


Nasz Czas 21(2025) 4-5

 

Homilia wygłoszona przez ks. Jacka Furtaka, proboszcza w Ogrodzieńcu, w dniu 16 maja 2025 roku, w czasie modlitwy o błogosławieństwo Boże w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego Ks. Prałata Jana Marszałka i w 36 rocznicę jego śmierci.

 

Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!

Tak się złożyło w tym roku, że ten tydzień; 15-16 maja przypada w okresie oktawy modlitw o powołania, po­nieważ przeżywamy ten tydzień, który zapoczątkowała Nie­dziela Dobrego Pasterza (11 maja).

Dobry Pasterz - Jezus Chrystus powołuje swoich pasterzy, którzy na Niwie Pańskiej będą prowadzić jego owce. Świętej Pamięci papież Franciszek mówił, że „pasterz ma pachnieć owcami”. Dzisiaj przypada święto, w niektórych diecezjach uroczystość ku czci św. Andrzeja Boboli, drugorzędnego Pa­trona Polski.

Św. Andrzej Bobola urodził się 30 listopada 1591 roku w Strachocinie, koło Sanoka. Pochodził ze szlacheckiej rodzi­ny, bardzo przywiązanej do religii katolickiej. Uczęszczał do szkół jezuickich, prawdopodobnie w Wilnie w latach 1606- 1611. Tu zdobył sztukę wymowy i doskonałą znajomość ję­zyka greckiego, co ułatwiło mu w przyszłości rozczytywanie się w tekstach greckich Ojców Kościoła i dyskusję z teologa­mi prawosławnymi.

31 lipca 1611 roku w wieku 20 lat wstąpił do zakonu je­zuitów w Wilnie. Po dwóch latach nowicjatu, w 1613 roku złożył śluby proste. Jako kleryk został przeznaczony do pracy pedagogicznej. Po dwóch latach wrócił na Akademię Wileń­ską na dalsze studia teologiczne, zakończone święceniami kapłańskimi 12 marca 1622 roku.

W latach 1623-1624 był rektorem kościoła, kaznodzieją, spowiednikiem i misjonarzem ludowym. Jako misjonarz Andrzej obchodził zaniedbane wioski, chrzcił, łączył sakramentalnie pary małżeńskie, wielu grzesz­ników skłonił do spowiedzi, nawracał prawosławnych. W roku 1636 był kaznodzieją w Warszawie, następnie w Wilnie i w Pińsku w 1652 roku. W tym czasie oddawał się pracy misyjnej nad ludem w okolicach Pińska.

Z relacji mu współczesnych, wynika, ze Andrzej był skłon­ny do gniewu i zapalczywości, do uporu we własnym zdaniu, niecierpliwy. Jednak zostawione na piśmie świadectwa prze­łożonych podkreślają, że o. Andrzej pracował nad sobą, że posiadał wyjątkowe zdolności. Był dobrym kaznodzieją, miał dar obcowania z ludźmi. Dowodem tego były usilne starania ówczesnego prowincjała zakonu jezuitów w Polsce u general­nego przełożonego, aby o. Andrzeja dopuścić do profesji uro­czystej, co było przywilejem tylko jezuitów najzdolniejszych i moralnie stojących najwyżej.

Wytrwałą pracą nad sobą o. Andrzej doszedł do takiego stopnia doskonałości chrześcijańskiej i zakonnej, że już pod koniec życia nazywano go „świętym”. Dzięki Bożej łasce po­trafił wznieść przeciętność na wyżyny heroizmu. O. Andrzej wyróżniał się żarliwością o zbawienie dusz dlatego był nie­zmordowany w głoszeniu kazań i spowiadaniu.

Mieszkańcy Polesia żyli w wielkim zaniedbaniu religij­nym. Szerzyła się ciemnota, zabobony, pijaństwo. Andrzej chodził po wioskach od domu, do domu i nauczał. Nazwano go apostołem Pińszczyzny i Polesia. Pod wpływem jego kazań wielu prawosławnych przeszło na katolicyzm. Jego gorliwość, którą określany nadany mu przydomek „łow­ca dusz” (duszochwat), była powodem wrogości ortodoksów. W czasie wojen kozackich przerodziła się w nienawiść i miała tragiczny finał.

W roku 1657 Pińsk zajmuje oddział kozacki. Najbardziej zagrożeni jezuici: Maffon i Bobola opuszczają miasto i chro­nią się ucieczką. Muszą kryć się po okolicznych wioskach. Dnia 15 maja o. Maffon zostaje ujęty w Horodcu i na miejscu ponosi śmierć męczeńską. Andrzej Bobola schronił się w do Janowa. Jednako kozakom udało się go wytropić.

Zdarto z niego suknię kapłańską, na pół obnażonego za­prowadzono pod płot, przywiązano do słupa i zaczęto bić na­hajami.. kiedy ani namowy, ani bicie nie złamały kapłana, aby wyrzekł się wiary, oprawcy ucięli świeże gałęzie wierzbowe, upletli z nich koronę na wzór Chrystusowej, i włożyli mu na głowę tak, aby jednak nie pękła czaszka. Zaczęto go policz­kować, wybito mu zęby, wyrwano paznokcie i zdarto skórę z górnej części ręki. Następnie kazano biec za końmi, popędza­jąc go kłuciem lanc.

W Janowie przyprowadzono go przed kozackiego dowód­cę. Ten zapytał: „Jesteś ty ksiądz?”. „Tak” - padła odpowiedź. „Moja wiara prowadzi do zbawienia. Nawróćcie się!”. Na te słowa dowódca zamierzył się szablą i byłby zabił Andrzeja, gdyby ten nie zasłonił się ręką, która była zraniona.

Kapłana zawleczono do łaźni miejskiej, rozłożono go na stole i zaczęto przypalać ogniem. Na miejsce tonsury (wygo­lone w kształcie kółka miejsce na wierzchu głowy duchow­nego katolickiego), wycięto skórę w kształcie ornatu, rany posypano sieczką, odcięto mu nos i wargi, wykłuto mu jedno oko. Kiedy z bólu i jęku wzywał stale imienia Jezus, w karku zrobiono otwór i wyrwano mu język u nasady.     

Uderzeniem szabli w głowę dowódca zakończył nieludz­kie męczarnie Andrzeja Boboli dnia 16 maja 1657 roku. Kiedy Kozacy opuścili miasto, ciało męczennika przenie­siono do miejscowego kościoła. Jezuici przenieśli je potem do Pińska i pochowali w podziemiu kościoła. Po latach o miejscu pochówku zapomniano.

16 kwietnia 1702 roku Andrzej ukazał się rektorowi ko­legium pińskiego i wskazał miejsce, gdzie w krypcie ko­ścioła, pod ołtarzem znajduje się jego grób. Ciało znale­ziono nietknięte, mimo, że leżało w wilgotnej ziemi. Było nawet giętkie, jakby niedawno zmarłego człowieka.

Zaczęły się mnożyć łaski i cuda. Od 1712 roku podjęto starania o beatyfikację. Niestety. Kasata Zakonu Jezuitów i wojny, a potem rozbiory przerwały te starania. Ponownie Andrzej miał się ukazać w Wilnie w 1819 roku, dominikani­nowi o. Korzeniowskiemu, któremu przepowiedział wskrze­szenie Polski (będącej wówczas pod zaborami) i to, że sta­nie się jej patronem.

Ku wielkiej radości Polaków beatyfikacja miała miejsce 30 października 1853 roku. W 1820 roku jezuici zostali usu­nięci z Rosji, a opiekę nad ciałem objęli pijarzy. Relikwie potem przeniesiono do dominikanów, a od 1864 roku reli­kwiami opiekowali się księża diecezjalni.

W 1922 roku po wybuchu rewolucji ciało zostało prze­niesione do Moskwy, do muzeum medycznego. W roku 1923 rząd rewolucyjny na prośbę Stolicy Apostolskiej zwró­cił śmiertelne szczątki bł. Andrzeja Boboli. Przewieziono je do Watykanu. Od 1924 roku złożono je w kościele jezuitów.

16 kwietnia 1938 roku w Uroczystość Zmartwychwsta­nia Pańskiego papież Pius XI dokonał uroczystej kanoniza­cji bł. Andrzeja Boboli. W roku 1938 relikwie św. Andrzeja Boboli zostały uroczyście przewiezione do kraju.

Przejazd specjalnym pociągiem odbył się przez Lublianę, Budapeszt do Polski, a następnie przez wiele miast pol­skich, w tym Kraków, Poznań, Łódź, aż do Warszawy - był wielkim wydarzeniem. W każdym mieście, na trasie orga­nizowano uroczystości ku czci świętego męczennika. Po powitaniu w katedrze relikwie spoczęły w srebrno-kryształowej trumnie w kaplicy jezuitów przy ul. Rakowieckiej. W 1939 roku przeniesione zostały do kościoła jezuitów na Starym Mieście.

Tam do dziś szczątki doznają czci w nowo wybudowa­nym kościele pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli, podnie­sionym do rangi narodowego sanktuarium.

Warto jeszcze dodać, że z okazji 300-lecia męczeńskiej śmierci św. Andrzeja Boboli, papież Pius XII wydał osobną encyklikę 16 maja 1957 roku, wysławiając wielkiego mę­czennika.

W kwietniu 2002 roku watykańska Kongregacja Kul­tu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, przychylając się do prośby Prymasa Polski, kardynała Józefa Glempa nadała św. Andrzejowi Boboli tytuł drugorzędnego Patrona Polski. Od tej pory obchód jego czci podwyższony został w całym kraju do rangi święta.

Św. Andrzej Bobola jest ponadto patronem metropolii warszawskiej, archidiecezji białostockiej i warmińskiej, drohiczyńskiej, łomżyńskiej, pińskiej i płockiej. Jest czczo­ny również jako patron kolejarzy.

Moi Drodzy!

Tak się zastanawiałem jak połączyć to słowo o tym nie­zwykłym pasterzu, który „pachniał owcami”, z naszym Sługą Bożym Janem Marszałkiem. Nie ulega wątpliwo­ści - patrząc na obecne tu dzieci komunijne - można by powiedzieć, że nasz Ksiądz Marszałek - również „pachniał owcami”. On to przygotowując dzieci do Pierwszej Ko­munii Świętej, dbał o to by uroczystość komunijna miała jak najpiękniejszy charakter. On dbał, żeby ta uroczystość miała przede wszystkim charakter religijny. Ja nie wiem, co dzisiaj powiedziałby Sługa Boży Jan Marszałek patrząc na tę komercjalizację dnia Pierwszej Komunii Świętej. Na te wystawne przyjęcia restauracyjne. A radość zewnętrzna wewnątrz rodziny nie przesłoniła tego, co dzieje się tu, na ołtarzu.

Ksiądz Jan bardzo troszczył się o to, aby dzieci w tym dniu podpisywały deklarację abstynencką, że do 18 roku ży­cia nie wezmą do ust alkoholu pod żadną postacią. Bardzo o to zabiegał. I jeszcze taka jedna znamienna rzecz, którą chciałem tu podkreślić.

Kształtował w nas odwagę mówienia prawdy. Pamię­tam jak kiedyś w rozmowie ze mną mówił mi: Jacku, to nie jest trudno prawić komuś komplementy. Ale o wiele trud­niej jest powiedzieć komuś prawdę w oczy. Ja muszę po­wiedzieć prawdę i zawsze mówił nam prawdę. Kształtował w nas klerykach to poczucie odwagi, żeby w późniejszym życiu kapłańskim nie bać się powiedzieć prawdę. Nie bać się zająć takie, czy inne stanowisko. Wydaje mi się, że wte­dy miał na myśli również tych, którzy boją się powiedzieć prawdę swoim przełożonym. To nie sztuka komuś „kadzić”, ale kogoś upomnieć, od kogo zależy moje życie.

Nasz święty Andrzej Bobola oddał życie za prawdę. Św. Stanisław, Biskup i Męczennik oddał życie za prawdę. Bo każdy dobry Pasterz, prędzej czy później musi się zetknąć z sytuacją w której musi zawalczyć o prawdę. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” - powiedział Pan Jezus.

Siostry i Bracia!

Niech ten dzień, uroczystość świętego Andrzeja Boboli, męczennika za prawdę, męczennika za swoje owce. Niech ten dzień, kiedy wspominamy 36 rocznicę śmierci Sługi Bo­żego Jana Marszałka, uprzytomni nam, że chrześcijanin to człowiek odważny, że chrześcijanin to człowiek rozważny. Kiedy trzeba zająć jakieś stanowisko w sprawie, nie boi się, że straci reputację, źle pojmowaną, że ma na tyle cywilnej odwagi, by bronić prawdy. Amen.

Ks. Jacek Furtak