W ramach naszych refleksji o życiu i działalności Sługi Bożego ks. prałata Jana Marszałka wspominałem poprzednio o jego licznych inicjatywach duszpasterskich po powrocie do Łodygowic w marcu 1957 roku. Zresztą gorliwość duszpasterska charakteryzowała go całe życie, więc nie było w tym nic nadzwyczajnego. Tym razem były to inicjatywy, które podjął natychmiast po powrocie do Łodygowic, po czterech latach wygnania. Ponieważ duszpasterstwo w naszej parafii zostało w tym czasie zaniedbane, więc inicjatywy ks. Jana zostały natychmiast dostrzeżone przez parafian z radością. Ale i władze komunistyczne zauważyły ewidentny wpływ działalności ks. Marszałka na życie religijne społeczności parafialnej, bo w raportach służb uważano Łodygowice za „najbardziej sfanatyzowaną religijnie wioskę z całym powiecie”.
Dzień dzisiejszy, święto Matki Bożej Szkaplerznej, to także dzień drugiego odpustu w Krzeczowie, parafii rodzinnej Sługi Bożego ks. Jana Marszałka. Pierwszy był na św. Wojciecha i drugi obchodzony jest na Matkę Bożą Szkaplerzną. To tam od dzieciństwa ks. Jan kształtował swoją pobożność maryjną, wraz z codziennym śpiewem godzinek w zagrodach, potem w czasie majówek przy kapliczkach, z różańcem w ręku - szczególnie w październiku i nie tylko.
Trudno się dziwić, że tak uformowany związek uczuciowy z Matką Najświętszą prowadził tego kapłana drogami świętości, szczególnego związku z Chrystusem i potem umiał nas zapalać do Jej czci. Bliskość z Maryją zawsze pogłębia bliskość z Jezusem.
Wakacyjny miesiąc lipiec stwarza okazję do dalszej refleksji nad niektórymi wydarzeniami w naszej parafii, które były związane z życiem i posługą duszpasterską Sługi Bożego ks. Jana Marszałka. Ostatnio koncentrowaliśmy się na roku 1957, kiedy to ks. Marszałek, decyzją ks. biskupa, powrócił do Łodygowic. Rozpoczynał się wtedy szczególny czas przygotowania do Millennium Chrztu Polski i Prymas Wyszyński mądrze prowadził polski Kościół drogami odnowy moralnej. W to dzieło włączył się w pełni ks. Jan na niwie naszej parafii.
Miesiąc czerwiec przywołuje szereg skojarzeń z życiem i posługą Sługi Bożego ks. Jana Marszałka. Warto o nich wspomnieć przy okazji naszej miesięcznicy. Oczywiście, na pierwszym miejscu pojawia się temat nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa, które w życiu ks. Jana odgrywało bardzo ważną rolę. Ono ubogacało jego religijność w młodzieńczych latach, kiedy poświęcano odrodzoną Ojczyznę Bożemu Sercu (1920/1921). W latach formacji seminaryjnej wstąpił wraz z kolegami do Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa (9.02.1928). Jako wikariusz w Poroninie propagował pismo „Posłaniec Serca Jezusowego”. W mrocznych czasach okupacji, gdy pełnił posługę w parafii Bachowice, napisał w kronice, że dzięki Bożemu Sercu „wyszedł na cało” z dochodzenia gestapo o przechowywanie broni. Gdy w latach pięćdziesiątych rozpoczął posługę kapłańską w Łodygowicach odnowę życia religijnego rozpoczął od pierwszych piątków i nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa. I tak było przez całe jego życie kapłańskie. Godzina Święta w pierwszy czwartek i odpowiednie przeżycie pierwszego piątku stanowiło moment centralny każdego miesiąca.
Wspominałem poprzednio o trudnościach, z jakimi spotkał się nasz Sługa Boży ks. Jan Marszałek, kiedy biskup posłał go z powrotem do Łodygowic w 1957 roku. Niełatwo było ks. Janowi przyjąć tę decyzję biskupa Eugeniusza Baziaka, bo przywiązanie parafian w Białym Kościele do niego było wzruszające. Jednak ksiądz biskup chciał podkreślić w ten sposób, że tamto usunięcie duszpasterza z parafii w 1953 roku zostało wymuszone wbrew woli władz kościelnych, więc tą decyzją przywracał pewien porządek w diecezji. Do tego doszły jeszcze intrygi tajnych służb, które wykorzystywały nawet naiwność niektórych parafian, tworząc w Łodygowicach nieprzyjazny klimat wokół powrotu ks. Jana. Oczywiście były to pojedyncze osoby, ale ich działania stały się dostrzegalne. Zdecydowana większość parafian cieszyła się na nowo obecnością gorliwego duszpasterza, który razem z ks. Henrykiem Noworytą i ks. Włodzimierzem Kropczyńskim podjęli po raz kolejny dzieło odnowy parafii. Pomagali w tym także zacni parafianie, powszechnie szanowani we wsi.
Z wielką radością przyjęliśmy we wspólnocie parafii w Łodygowicach obraz Sługi Bożego ks. Jana Marszałka. Stało się to przy okazji 36 rocznicy jego śmierci, w święto św. Andrzeja Boboli. Ofiarowali go dwaj nasi rodacy, którzy kilka dni później obchodzili rocznicę swoich święceń kapłańskich. Akt ten stał się wymownym znakiem ich wdzięczności Panu Bogu za wielki dar kapłaństwa, ale także podziękowaniem ks. Janowi za pielęgnowanie ich powołania kapłańskiego od młodości.
Nasza miesięcznica w maju ma zawsze szczególny charakter. Jest to bowiem rocznica przejścia Sługi Bożego ks. Jana Marszałka do Domu Ojca. Tym razem przeżywamy ją już po raz trzydziesty szósty. Związana jest ona zawsze ze świętem św. Andrzeja Boboli, męczennika za sprawę jedności chrześcijan, Patrona Polski i gorliwego misjonarza na wschodnich terenach Rzeczypospolitej oraz czciciela Matki Najświętszej. Zapatrzony w Chrystusa dokonał wielkich dzieł w swojej posłudze apostolskiej. Oddał swoje życie okrutnie zamordowany, a ks. Jan oddał swoje życie po trudnych cierpieniach. Połączył ich dzień przejścia z tego świata i gorliwość o sprawy Boże przez całe życie. To dlatego prosimy św. Andrzeja gorąco o pomoc w pracach procesu beatyfikacyjnego. Mamy u nas w kościele jego skromny obraz, zdjęcie - pewnie z czasów kanonizacji w roku 1938.
Posługa duszpasterska Sługi Bożego ks. Jana Marszałka w parafii Biały Kościół trwała od Bożego Narodzenia 1953 roku do początku marca 1957 roku. W parafii zaniedbanej pod względem gospodarczym i również duszpasterskim gorliwe posługiwanie nowego duszpasterza przynosiło widoczne owoce. Ludzie szybko przywiązali się do niego i chętnie współpracowali na różnych odcinkach życia parafii, a więc remont kościoła, plebanii, budowa dojazdowych punktów duszpasterskich, a także użyczając miejsca na prowadzenie katechezy, gdy wyrzucono ją ze szkoły. Trudno się dziwić, że w archiwach mamy kilka różnych listów do Kurii w Krakowie, do Prymasa w Warszawie, by ks. Marszałek pozostał nadal w Białym Kościele.
Szesnasty dzień miesiąca przypadł tym razem w Wielką Środę. Liturgia Kościoła przywołuje nam w tym dniu tradycyjnie zdradę Judasza. Rozważanie tego wydarzenia i sposób reakcji Pana Jezusa zawsze budzi wiele różnych emocji. Łatwo i słusznie potępia się postępek Judasza, ale trzeba także głębszej refleksji, by dostrzec szerszy wymiar tego problemu w życiu chrześcijańskim. Ponadto zdrada Apostoła to jedno, ale o wiele ważniejszy jest sposób reakcji Boskiego Mistrza na to zło.
Właśnie na tej ostatniej myśli skupił swoją myśl w homilii postulator, ks. Stanisław Mieszczak. Jezus wiedział dobrze o zamiarze Judasza i do końca dawał mu szansę nawrócenia. Nawet to wspólne maczanie chleba w misie wyrażało Jego życzliwość dla zdrajcy. Judasz z szansy nie skorzystał. Natomiast nasz Zbawiciel pozostawił nam przykład podejścia do problemu zdrady, który tak często boleśnie dotyka nasze życie. Tak było także w życiu Sługi Bożego ks. Jana Marszałka, którego próbowano różnymi sposobami zastraszyć, otoczyć donosicielami. On jednak trwał mocno w jedności z Boskim Mistrzem i dlatego zachował zawsze pogodę ducha i wewnętrzną wolność, mimo tak wielu przeciwności.
Przypatrujemy się wydarzeniom z posługi kapłańskiej Sługi Bożego ks. Jana Marszałka w parafii Biały Kościół, w parafii św. Mikołaja, przy drodze z Krakowa do Olkusza. Pracował tam tylko nieco ponad trzy lata. Rozpoczął w Boże Narodzenie w roku 1953 i 2 marca w 1957 roku ks. Arcybiskup polecił mu wrócić do Łodygowic. Swoją gorliwością sprawił, że parafia została mocno zintegrowana, a ilość przyjętych Komunii Świętych wzrosła z 17 tysięcy do 23 tysięcy. Uporządkował także sprawy gospodarcze parafii i w tym krótkim czasie rozbudowano kaplicę w wiosce Będkowice, oddalonej o 9 kilometrów od kościoła parafialnego. Przygotowano ją nawet do konsekracji. Odbyła się ona uroczyście 5 sierpnia 1956 roku i kościół otrzymał wezwanie Najświętszej Maryi Panny Królowej, a jej fundatorem był znany w Krakowie ks. Jerzy Czartoryski. W kościele parafialnym zmieniono instalację elektryczną i rozpoczęto przygotowania do naprawy sufitu. Ludzie przywiązali się bardzo do swojego proboszcza, podobnie jak było to we wszystkich parafiach, gdzie ks. Jan posługiwał. Potrafili z nim ofiarnie współpracować i w ten sposób parafia ożywała na nowo.