Tajemnica przebywania ze świętymi nie ogranicza się jedynie do wspominania ich historii życia i dzieł, których dokonali. To przychodzi nam najłatwiej. Natomiast trzeba dostrzec coś znacznie więcej. Oni ciągle żyją z nami i stanowią integralną część naszej wspólnoty Kościoła. W czasie każdej Mszy Świętej kapłan kończy prefację przypomnieniem, że modlimy się wtedy z „aniołami i świętymi”. W tym wyraża się bogactwo Kościoła, który gromadzi wiernych na ziemi, rozciąga się do naszych braci w czyśćcu i żyje bogactwem świętych, którzy przebywają w niebie, ale są nam także bardzo bliscy. Sam Pan stworzył tę jedność communio, więc możemy sobie wzajemnie pomagać.

Również tym razem musieliśmy dostosować się do ograniczeń związanych z pandemią, jednak wierzę, że duchowy wymiar naszej miesięcznicy na tym nie ucierpiał. Grupka wiernych w kościele była uzupełniona duchową obecnością tych, którzy nas zapewniali o trwaniu na modlitwie wraz z nami.

Rozpoczynamy nowy rok w naszym życiu. Gdy mówimy "nowy" budzą się nasze nadzieje na coś lepszego, mając w pamięci trudności roku ubiegłego. Nasza nadzieja na lepsze nie jest jednak próżna i bezpodstawna, bo opiera się na wierze chrześcijańskiej (por. Rz 5,5). Jeżeli Bóg z miłości do nas wchodzi w naszą historię i niczym dobry brat staje przy nas, wtedy i doczesność nabiera innego kolorytu i otwiera się przed nami jasna perspektywa życia wiecznego.

W klimacie adwentowego oczekiwania i przy ograniczeniach związanych z pandemią modliliśmy się, jak zwykle każdego szesnastego dnia miesiąca, o rozpoznanie woli Bożej i o błogosławieństwo w przygotowaniach do procesu beatyfikacyjnego ks. Jana Marszałka. Mszy Świętej przewodniczył ks. Jan Cendrzak. Byli także obecni ks. prałat Józef Zajda proboszcz, ks. Andrzej Kuźma wikariusz oraz ks. Stanisław Mieszczak postulator. Jak zwykle swoją wytrwałą obecność zaznaczyli członkowie Akcji Katolickiej, ze sztandarem i posługą podczas liturgii. Do ograniczonej liczby uczestników w kościele łodygowickim dołączyli się duchowo także inni, szczególnie dzięki transmisji internetowej, zapewnionej przez naszego pana organistę. Homilię wygłosił ks. postulator.

 

Adwentowe oczekiwanie na Zbawiciela wymaga nieustannie weryfikacji, bo tak łatwo poddajemy się pragnieniom i tęsknotom bardzo przyziemnym, które odciągają nas od tego co istotne. Podoba nam się śnieg na Święta, „magia” Świąt, podarki świąteczne, a Zbawiciel pozostaje niemal niezauważony. Wielkie pragnienie, by ustała wreszcie pandemia, również zajmuje nasze serce, szczególnie wobec tak wielkiej ilości ofiar u nas i na całym świecie. I właśnie w tej sytuacji trzeba nam widzieć Zbawiciela jako niebieskiego Lekarza, jako tego, który przychodzi aby nas wspomóc, bo sami nie uporządkujemy naszego życia. Nie możemy pozostać jedynie w kręgu naszych obaw, niepokojów i bólu.

 

Listopadowej modlitwie za zmarłych towarzyszy światło i ciepło palącego się znicza, nostalgiczne spojrzenie na groby naszych bliskich wraz ze wspominaniem wspólnej przeszłości. Ale przecież nie tylko! My wierzący wiemy, że to światełko jest odblaskiem świecy paschalnej, czyli znaku Zmartwychwstałego Chrystusa. Ciepło to moc miłości, która łączy nas ze zmarłymi w czyśćcu, a jej źródłem jest Serce Boga. Cmentarz dla nas to nie miasto umarłych, ale miejsce oczekiwania na przebudzenie naszych ciał do życia wiecznego. Pojawia się nie tylko nostalgia za tymi, którzy odeszli, ale wzrasta wdzięczność Panu Bogu za te osoby i za to, co nam pozostawiły. 

Dzień 16 października przywołuje nam na pamięć wydarzenia z roku 1978, kiedy to na stolicę św. Piotra w Rzymie został wybrany kardynał krakowski Karol Wojtyła, dzisiaj św. Jan Paweł II. Oprócz zaskoczenia i wielkiej radości, które opanowały nasze społeczeństwo, warto podkreślić, że w naszych parafiach i wspólnotach mobilizowano się spontanicznie do duchowego wspierania naszego Rodaka w jego posłudze. Podobnie było w Łodygowicach. Szczególny przykład w tym względzie dawał nam sam Ksiądz prałat Jan Marszałek. Niewątpliwie cieszył się i on ze wszystkimi, ale jako gorliwy duszpasterz zdawał sobie sprawę jak bardzo trzeba nowego papieża wspierać duchowo. Warto w tym względzie przywołać świadectwo ks. Józefa Niedźwiedzkiego, które będzie publikowane niedługo w przygotowywanej książce o ks. Marszałku. 

Nasza refleksja w miesiącu październiku snuje się wokół różańca, wokół misji oraz wokół wielkich wydarzeń jakie przeżywaliśmy w 1978 roku, kiedy to kardynał krakowski Karol Wojtyła rozpoczął swoją posługę na Stolicy świętego Piotra w Rzymie. Wszystko to wiąże się bardzo mocno z postacią naszego ks. prałata Jana Marszałka.

Z różańcem w ręku widzieliśmy go bardzo często. Modlił się na nim w kościele, modlił się gdy czekał na penitentów w konfesjonale oraz gdy w ciągu dnia nieraz chodził wokół kościoła. Gdy odwiedzaliśmy go w czasie choroby w jego mieszkaniu na plebanii, różaniec trzymał w rękach lub leżał on w zasięgu ręki na stole. Jakże tutaj nie przypomnieć z jakim głębokim przekonaniem uczył nas odmawiania różańca w czasie przygotowania do I Komunii Świętej. Doświadczenie tych chwil pozostało głęboko w naszych sercach do dzisiaj. W jednym ze swoich kazań, które wygłosił w czasie wprowadzania obrazu Matki Bożej do kościoła w Skrzypnem, dla wyrażenia swoich uczuć posłużył się tekstem wzruszającej i bliżej nieznanej nam pieśni:

 W zaproszeniu na nasze spotkanie modlitewne zachęcałem do postawy wdzięczności Panu Bogu za dzieło ks. Jana Marszałka pośród nas. Zachęcałem do tego już niejeden raz i świadomość tej wdzięczności z pewnością żyje między nami. A nie chodzi jedynie o wspominanie dobrego przykładu tego kapłana albo o docenianie tego wszystkiego co zrobił dla naszej wspólnoty. Chciałby spojrzeć szerzej na to, co dokonało się przez niego. Trzeba nam odwołać się do tajemnicy Mistycznego Ciała Chrystusa, czyli Kościoła i do prawdy, że członkowie tej wspólnoty mogą ubogacać się wzajemnie swoim duchowym potencjałem. Tak więc wiara, Boża mądrość, roztropność, miłość, zdolność do ofiarności ks. Marszałka ubogacały i nadal ubogacają żywą wspólnotę naszej parafii i właśnie Kościoła. By jednak te dary mogły w nas owocować, trzeba o tych możliwościach wiedzieć, cieszyć się nimi i dziękować za to bogactwo Panu Bogu. Czy byłoby nas tylu kapłanów przy ołtarzu, gdyby nie jego wiara, jego miłość do Chrystusa? Umiejmy za to gorąco dziękować. A wdzięczność Panu Bogu przyczyni się do uproszenia kolejnych łask na drodze naszego duchowego rozwoju.

 

 Mijają kolejne miesiące naszego kalendarza, systematyczne coś się zmienia w naszym życiu osobistym i społecznym i tak tworzy się historia. Owszem, można żyć jedynie obecną chwilą i puszczać w niepamięć to co było wczoraj albo przedwczoraj. Jednak nawet pobieżna refleksja podpowiada nam, że wiele możemy nauczyć się z tego co przeżyliśmy sami, a także z doświadczenia poprzednich pokoleń. Nie na próżno powstało powiedzenie, że historia jest nauczycielką życia. Właśnie między innymi nasza historia uczy wdzięczności ludziom, a przede wszystkim Panu Bogu za dziedzictwo, które do dzisiaj nas ubogaca.