Wrześniowa miesięcznica naszej modlitwy o błogosławieństwo Boże w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego ks. Jana Marszałka przypada po święcie Podwyższenia Krzyża i wspomnieniu liturgicznym Matki Bożej Bolesnej, nazywanej także Siedmiobolesną przez Słowaków. Postawienie krzyża Chrystusa w centrum naszego życia, czyli podwyższenie jego znaczenia na drodze do naszego zbawienia, wprowadza coś bardzo ważnego w naszą codzienność. Mówi o tym nasza wspaniała pieśń, która jest tłumaczeniem łacińskiego hymnu „Vexilla Regis”: Króla wznoszą się znamiona, tajemnica krzyża błyska. Na nim życie śmiercią kona, lecz z tej śmierci życie tryska”. Tajemnica krzyża zawsze jest trudna, choć Chrystus dopisał do niej rozdział o zwycięstwie nad złem i śmiercią. To dlatego tradycja Kościoła ukazuje nam przy tej tajemnicy także osobę Matki Najświętszej, Matki Bożej Bolesnej, naszej Wspomożycielki. Nie jest to przypadek.

Wspominając z wdzięcznością Sługę Bożego ks. Jana Marszałka warto przywołać jeszcze jeden z ważnych aspektów jego życia. Chodzi o jego usilne starania o nowy kościół w Łodygowicach Górnych. W czasach gdy nie było jeszcze tylu samochodów „górzanie” mieli przecież ponad godzinę drogi do kościoła. Ten duszpasterz nie tylko odczuwał osobiście ten problem, ale znał także wcześniejszą historię ich starań o pozwolenie na nowy dom Boży.
Ks. Marszalek żył tym problemem bardzo głęboko. Kiedyś, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych, jechałem jako ministrant z ks. Prałatem, z panem kościelnym Więzikiem i panem organistą Barcikiem na kolędę do Łodygowic Górnych. Jechaliśmy saniami drogą przez wieś. Widać zima była „jak dawniej bywało”. Kiedy znaleźliśmy się naprzeciw miejsca gdzie dzisiaj stoi kościół, było tam oczywiście szczere pole. A ksiądz Prałat pyta nas wszystkich, czy widzicie kościół. Popatrzyliśmy oczywiście w kierunku Pietrzykowic, gdzie często było widać z daleka tamtejszy kościół, ale ks. Prałat szybko skorygował z uśmiechem nasze patrzenie – czy widzicie tutaj kościół. Wiadomo już było wszystkim, że jeśli otrzymamy pozwolenie na budowę nowego kościoła, to powstanie on właśnie w tym miejscu. Ale wtedy istniał on jedynie w wyobraźni ks. Marszałka.

Ostatni okres był bardzo bogaty w wydarzenia religijne, które pozwalały nam cieszyć się obfitością Bożej łaski. Również nasze spotkanie na modlitwie w dniu 16 sierpnia miało bardziej uroczysty charakter niż zwykle. Przyczyniła się do tego obecność pielgrzymów z parafii Bachowice, gdzie Sługa Boży ks. Jan Marszałek pełnił posługę duszpasterską od 12 sierpnia 1942 roku do marca 1951 roku. Każdy zdaje sobie sprawę jak trudne były to czasy, gdy ten kapłan, wyświęcony zaledwie dziesięć lat wcześniej, podejmuje samodzielną pracę na parafii, właściwie jako proboszcz. Jednak jego gorliwość i gotowość do poświęcenia, którą można było zauważyć na każdym etapie jego posługi, i tutaj przyniosła szczególnie bogate owoce. Zarówno czas okupacji jak i reżim stalinowski nie zamknął go „w zakrystii”, lecz umiał prowadzić wiernych nieustannie do Chrystusa, w Jego Boskim Sercu oraz do Matki Najświętszej, tak czczonej w tym kościele. Głębokie rozumienie Ewangelii otwierało oczy i serce ks. Jana na fundamentalne potrzeby tamtejszych ludzi. Była to wiara, zasady moralne, nabożeństwa ale także skuteczne działanie społeczne, jak np. elektryfikacja wioski. Już tylko najstarsi parafianie z Bachowic pamiętają swojego proboszcza z tamtych czasów, ale pamięć o nim przetrwała również w następnym pokoleniu, o czym łatwo jest się przekonać rozmawiając z wiernymi. Właśnie 15 sierpnia, w przedsionku ich kościoła, została pobłogosławiona tablica, upamiętniająca 80 rocznicę przybycia ks. Marszałka do Bachowic. Ten temat zostanie jeszcze podjęty później.

okładka zeszytu z opisem: Książka protokołów zespołu synodalnego parafii Łodygowice

Kiedy zbliża się kolejna miesięcznica związana z modlitwą o wyniesienie do chwały ołtarzy Sługi Bożego ks. prałata Jana Marszałka, staramy się w tym roku przyjrzeć niektórym wydarzeniom z jego życia i posługi duszpasterskiej. Tym bardziej, że wiele z nich uległo już zapomnieniu, a jest w nich ważne przesłanie również dla nas dzisiaj.

Proponuję tym razem przyjrzeć się postawie otwartości ks. Jana na zmiany związane z reformą posoborową. Już wiele razy wspominaliśmy, że był w tych sprawach bardzo roztropny, ale nigdy nie był uparty w swoich osądach. Obawiał się nadużyć, które wynikały z nonszalancji niektórych duszpasterzy i wiernych, którzy bezmyślnie negowali „to co stare” i wprowadzali zmiany bez żadnego uzasadnienia w nauczaniu Kościoła. Nasz ksiądz proboszcz pilnie studiował dokumenty i całe nauczanie soborowe. Umiał dostrzec nowość, spowodowaną tchnieniem działania Ducha Świętego w Kościele, ale odrzucał tanie nowatorstwo. Nowość musiała być związana z posłuszeństwem Temu, „który czyni wszystko nowe” (por. Ap 21,5). Zamieszanie i kłamstwo jest zawsze przejawem działania Złego.

Nasza miesięcznica w lipcu jest związana zawsze z obchodem liturgicznym Matki Bożej Szkaplerznej. Ma on swoje znaczenie także w życiu Sługi Bożego ks. Jana Marszałka. W kościele parafialnym w Krzeczowie, skąd pochodził i gdzie ks. Jan został ochrzczony w 1907 roku, właśnie ten obraz Matki Bożej umieszczony jest w głównym ołtarzu i bardzo czczony, obok głównego patrona św. Wojciecha. Wtedy też parafia obchodzi swój drugi odpust. Ks. Jan nasiąkał więc tą pobożnością od dzieciństwa. Potem jako administrator parafii Bachowice, w pobliżu klasztoru Karmelitów w Czernej, pogłębiał ją jeszcze bardziej przez kontakt z Karmelitami. W 1945 roku swoje prymicje odprawiał O. Rudolf Warzecha, Karmelita i rodak z Bachowic. Dzisiaj jego proces beatyfikacyjny jest mocno zaawansowany. Tak więc i tutaj nabożeństwo do Matki Bożej Szkaplerznej było rozwijane.

Odkrywając coraz bardziej postać Sługi Bożego ks. Jana Marszałka warto podkreślić te cechy jego charakteru, które miały wpływ na jego sposób życia i odnoszenia się do innych. Jedną z mich była z pewnością skromność w zachowaniu i odnoszeniu się do innych. Objawiało się to różny sposób, jak przekazują nam naoczni świadkowie w swoich wspomnieniach.
W 1982 roku ks. Jan obchodził złoty jubileusz swoich święceń kapłańskich. Ks. Józef Niedźwiedzki chciał zorganizować uroczystość. Spotkał się jednak ze zdecydowanym oporem ze strony ks. Prałata, który chciał ograniczyć się jedynie do przeżycia bardziej osobistego, w dziękczynieniu za otrzymaną łaskę. Powtarzał słowa psalmu: Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę za Twoją łaskawość i wierność! (Ps 115,1-2). Wiadomo bowiem było, że przy tej okazji będzie się mówiło o jego zasługach. Dopiero argumentacja jego rodzonej siostry Anny, która w tym czasie pomagała na plebanii, wyrażająca myślenie wiernych świeckich „zmiękczyła” jego postawę. Uznał, że może nie do końca jego postawa jest wyrazem prawdziwej pokory. Dodatkowym argumentem do zorganizowania uroczystości była zapowiedź przybycia na nią ks. bpa Juliana Groblickiego, jego młodszego kolegi z seminarium oraz pragnienie uczestniczenia w tej uroczystości także ks. prałata Wojciecha Jakubca, tym razem kolegi z jego rocznika seminaryjnego i rodaka łodygowskiego. Ostatecznie przeżył chwile jubileuszu z radością, otoczony życzliwością parafian i przyjaciół. „Pan pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje” (1P 5,5).

Jak już pisałem w zaproszeniu na naszą miesięcznicę, musieliśmy przenieść dzień naszego spotkania przy ołtarzu na piątek 17 czerwca, gdyż 16 przypadała uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa. Celebrowaliśmy zatem nasze wspomnienie w kontekście tradycyjnej oktawy o charakterze głęboko eucharystycznym oraz przeżywając wspomnienie św. Brata Alberta.
Miesiąc czerwiec jest bardzo bogaty w rocznice mocno związane z życiem ks. Marszałka. W miesiącu czerwcu urodził się w 1907 roku (8.06) i został ochrzczony (9.06) oraz bierzmowany (24.06.1920). W dniu 28 czerwca 1931 roku przyjął święcenia subdiakonatu, a 20 czerwca roku następnego przeżywał już swoje prymicje kapłańskie w Krzeczowie. Bardzo głęboko przeżył wraz z naszą parafią Nawiedzenie Matki Bożej Częstochowskiej 6-7 czerwca 1968 roku. W czerwcu 1982 roku rezygnuje z funkcji proboszcza w Łodygowicach. Były to ważne wydarzenia, mające wpływ na jego życie.

Osobista notatka Sługi Bożego ks. Jana Marszałka na obrazku

W miesiącu czerwcu naszą uwagę przyciąga szczególnie obraz Najświętszego Serca Jezusowego i kontemplujemy miłość Boga do nas, objawioną przez Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela. W ten sposób łaska Boża przenika do naszego serca i pomaga je ukształtować na wzór Serca Bożego Syna. Wiedział o tym doskonale nasz Ksiądz Prałat, który swoje metody duszpasterskie w dużej mierze opierał właśnie na tej relacji.
W życiu naszego Sługi Bożego było wiele trudnych chwil, ale chyba najtrudniejsze związane były z szykanami i ze zwolnieniem z obowiązków proboszcza w marcu 1953 roku. Zażądały tego władze państwowe od ks. bpa Franciszka Jopa (*1897-†1976), ówczesnego wikariusza kapitulnego w Archidiecezji Krakowskiej (1952-1956), powołując się na nowowprowadzony dekret z lutego 1953 roku. Już wiele publikowano na ten temat, więc nie chcę powtarzać znanych faktów. Proponuję jednak spojrzeć na to wydarzenie oczami samego ks. Jana Marszałka, posługując się jego zapiskami, bardzo skromnymi w tym temacie. Dla niego wszystko to miało wymiar religijny i okazywał głębokie zaufanie Bożemu Sercu.

Trudno z okazji rocznicy śmierci kapłana nie przywołać tego znamiennego tekstu z listu do Hebrajczyków: „Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam słowo Boże, i rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę” (Hbr 13,7). Obchody rocznicy śmierci Sługi Bożego ks. Jana Marszałka właśnie stają się okazją do pobożnego rozpamiętywania końca jego życia. Wiele już napisano na ten temat, ale w poniedziałek 16 maja 2022, w 33 rocznicę przejścia Sługi Bożego do Domu Ojca, przywołał te momenty z wielkim pietyzmem świadek naoczny, ks. prałat Józef Niedźwiedzki. Kilkanaście lat współpracował ks. Marszałkiem jako wikariusz w Łodygowicach, a potem został jego następcą w posłudze proboszcza. On towarzyszył ks. Janowi w momencie przejścia.

        W maju przeżywamy rocznicę przejścia Sługi Bożego ks. prałata Jana Marszałka do Domu Ojca. Było to we wtorek 16 maja 1989 roku. Obecnie upływa 33 rok od tego wydarzenia, które mocno zaznaczyło się w życiu naszej parafii. Jest to już więcej niż jedno pokolenie, więc dobrze jest przywoływać fakty z jego życia, które świadczą o wspaniałej współpracy tego kapłana z łaską Bożą.